czwartek, 8 listopada 2012
Widoki na przyszłość
Jeśli ten pan stojący na ulicy Piotrkowskiej wypatruje widoków na przyszłość ... okulary mogą mu nie wystarczyć.
środa, 7 listopada 2012
wtorek, 6 listopada 2012
poniedziałek, 5 listopada 2012
niedziela, 4 listopada 2012
sobota, 3 listopada 2012
piątek, 2 listopada 2012
Zaduszki
Wielką inspiracją są dla mnie stare fotografie.
Molestuję moją familię poszukując starych rodzinnych fotografii i wygrzebuję ze starych pudełek ukrytych w piwnicach, czy na dnie szafy niemalże stuletnie cudeńka.
Uwielbiam je oglądać, odgadywać historie na nich zawarte, poznawać ludzi z którymi nigdy nawet nie mogłem się wyminąć.
Uwielbiam retuszować takie fotografie. Siadam wtedy przed komputerem i z benedyktyńską cierpliwością usuwam brudy i zniekształcenia. W trakcie tej pracy dokładnie wpatruje się w te fotografie dostrzegam ukryte szczegóły, ukryte postacie i ukryte znaczenia.
Kiedy już fotografia jest wyretuszowana, dekonstruuje ją na nowo. Ot taki konik.
Przywołuję duchy i kreuje dla nich nowe światy.
Jak na tej fotografii na której wywołuję ducha wuja Piotra.
Molestuję moją familię poszukując starych rodzinnych fotografii i wygrzebuję ze starych pudełek ukrytych w piwnicach, czy na dnie szafy niemalże stuletnie cudeńka.
Uwielbiam je oglądać, odgadywać historie na nich zawarte, poznawać ludzi z którymi nigdy nawet nie mogłem się wyminąć.
Uwielbiam retuszować takie fotografie. Siadam wtedy przed komputerem i z benedyktyńską cierpliwością usuwam brudy i zniekształcenia. W trakcie tej pracy dokładnie wpatruje się w te fotografie dostrzegam ukryte szczegóły, ukryte postacie i ukryte znaczenia.
Kiedy już fotografia jest wyretuszowana, dekonstruuje ją na nowo. Ot taki konik.
Przywołuję duchy i kreuje dla nich nowe światy.
Jak na tej fotografii na której wywołuję ducha wuja Piotra.
czwartek, 1 listopada 2012
Wszyscy Święci
Monidło jako sztuka szczęścia. Wstydliwa przyjemność. Wspomnienie z dzieciństwa. A dziś 1 listopada w kontraście do święta.
Będąc pod silnym urokiem wszelkiego rodzaju kolorowanych Jezusków, Bozi, oraz ślubnych par wiszących w domach moich babć postanowiłem sprokurować własne monidełka.
Słodkie, w złym guście a jednak wywołują uśmiech na twarzy. Jeśli sobie ktoś życzy takie, niech da znać.
Będąc pod silnym urokiem wszelkiego rodzaju kolorowanych Jezusków, Bozi, oraz ślubnych par wiszących w domach moich babć postanowiłem sprokurować własne monidełka.
Słodkie, w złym guście a jednak wywołują uśmiech na twarzy. Jeśli sobie ktoś życzy takie, niech da znać.
środa, 31 października 2012
Pocztówka z Krakowa
Oto co w fotografii mnie najbardziej nęci i z czym mam największy problem. Reportaż.
Moje rozważania o etyce i moralności, oraz brak odwagi są cechami, które z miejsca dyskwalifikują reportażystę.
Opór przed okradzeniem kogoś z jego intymnych przeżyć, jakby był na wybiegu ogrodu zoologicznego, lęk przed stanięciem z nim oko w oko i wiarygodnym wytłumaczeniem mu po co to robię, za każdym razem napełnia mnie obezwładniającą tremą. Zwłaszcza, że ludzie nie przyjmują tego naturalnie, czy obojętnie. Raczej czują się atakowani i okradani. Nie są przyzwyczajeni do bycia fotografowanym. Nawet wśród bliskich fotografujących często zachowują rezerwę i napinają się. Postrzegają fotografię pejoratywnie.
Fotografowanie ich znaczy dla nich w mym mniemaniu nic więcej jak pokazywanie palcem. Wynika to moim zdaniem ze strachu przed wyśmianiem i wykorzystaniem w złym świetle ich wizerunków.
Dlatego fotografia uliczna i reporterska, jest taka trudna, bo za każdym razem trzeba mierzyć się z nieufnością ludzi, oswajać ich i przekonywać do obiektywu, a przede wszystkim do siebie.
Jednak za każdym razem kiedy przełamywałem te opory, zostawałem nagradzany dobrym, szczerym zdjęciem z historią. Historią którą można odczytać wprost z fotografii.
Na zamieszczonej fotografii wykorzystałem jedyne koło ratunkowe, w reportażu ulicznym - wojeryzm. Czyli robienie zdjęcia bez wiedzy i świadomości fotografowanego. Jest to chyba dobra i skuteczna metoda na przełamywanie reporterskich lodów.
Moje rozważania o etyce i moralności, oraz brak odwagi są cechami, które z miejsca dyskwalifikują reportażystę.
Opór przed okradzeniem kogoś z jego intymnych przeżyć, jakby był na wybiegu ogrodu zoologicznego, lęk przed stanięciem z nim oko w oko i wiarygodnym wytłumaczeniem mu po co to robię, za każdym razem napełnia mnie obezwładniającą tremą. Zwłaszcza, że ludzie nie przyjmują tego naturalnie, czy obojętnie. Raczej czują się atakowani i okradani. Nie są przyzwyczajeni do bycia fotografowanym. Nawet wśród bliskich fotografujących często zachowują rezerwę i napinają się. Postrzegają fotografię pejoratywnie.
Fotografowanie ich znaczy dla nich w mym mniemaniu nic więcej jak pokazywanie palcem. Wynika to moim zdaniem ze strachu przed wyśmianiem i wykorzystaniem w złym świetle ich wizerunków.
Dlatego fotografia uliczna i reporterska, jest taka trudna, bo za każdym razem trzeba mierzyć się z nieufnością ludzi, oswajać ich i przekonywać do obiektywu, a przede wszystkim do siebie.
Jednak za każdym razem kiedy przełamywałem te opory, zostawałem nagradzany dobrym, szczerym zdjęciem z historią. Historią którą można odczytać wprost z fotografii.
Na zamieszczonej fotografii wykorzystałem jedyne koło ratunkowe, w reportażu ulicznym - wojeryzm. Czyli robienie zdjęcia bez wiedzy i świadomości fotografowanego. Jest to chyba dobra i skuteczna metoda na przełamywanie reporterskich lodów.
wtorek, 30 października 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)









