Uwielbiam fotografować w Warszawie. To miasto jak żadne inne inspiruje mnie do tego.
Setki kontrastów, tysiące punktów widzenia. Niezwykłe kadry i nieoczekiwane ujęcia. Hi - end i slums, historia i przyszłość. Postindustrialne zakamarki i melancholijne panoramy. Plus anonimowy tłum tej pulsującej metropolii, wśród którego biegając z aparatem czuje się niedostrzegalny. Idealne warunki dla mnie.
sobota, 10 listopada 2012
piątek, 9 listopada 2012
Where the streets have no name
Włóczęg łódzkich ciąg dalszy. Tym razem o bardziej przyzwoitej porze. A cóż to za ulica jest? Ktoś zgadnie?
czwartek, 8 listopada 2012
Widoki na przyszłość
Jeśli ten pan stojący na ulicy Piotrkowskiej wypatruje widoków na przyszłość ... okulary mogą mu nie wystarczyć.
środa, 7 listopada 2012
wtorek, 6 listopada 2012
poniedziałek, 5 listopada 2012
niedziela, 4 listopada 2012
sobota, 3 listopada 2012
piątek, 2 listopada 2012
Zaduszki
Wielką inspiracją są dla mnie stare fotografie.
Molestuję moją familię poszukując starych rodzinnych fotografii i wygrzebuję ze starych pudełek ukrytych w piwnicach, czy na dnie szafy niemalże stuletnie cudeńka.
Uwielbiam je oglądać, odgadywać historie na nich zawarte, poznawać ludzi z którymi nigdy nawet nie mogłem się wyminąć.
Uwielbiam retuszować takie fotografie. Siadam wtedy przed komputerem i z benedyktyńską cierpliwością usuwam brudy i zniekształcenia. W trakcie tej pracy dokładnie wpatruje się w te fotografie dostrzegam ukryte szczegóły, ukryte postacie i ukryte znaczenia.
Kiedy już fotografia jest wyretuszowana, dekonstruuje ją na nowo. Ot taki konik.
Przywołuję duchy i kreuje dla nich nowe światy.
Jak na tej fotografii na której wywołuję ducha wuja Piotra.
Molestuję moją familię poszukując starych rodzinnych fotografii i wygrzebuję ze starych pudełek ukrytych w piwnicach, czy na dnie szafy niemalże stuletnie cudeńka.
Uwielbiam je oglądać, odgadywać historie na nich zawarte, poznawać ludzi z którymi nigdy nawet nie mogłem się wyminąć.
Uwielbiam retuszować takie fotografie. Siadam wtedy przed komputerem i z benedyktyńską cierpliwością usuwam brudy i zniekształcenia. W trakcie tej pracy dokładnie wpatruje się w te fotografie dostrzegam ukryte szczegóły, ukryte postacie i ukryte znaczenia.
Kiedy już fotografia jest wyretuszowana, dekonstruuje ją na nowo. Ot taki konik.
Przywołuję duchy i kreuje dla nich nowe światy.
Jak na tej fotografii na której wywołuję ducha wuja Piotra.
czwartek, 1 listopada 2012
Wszyscy Święci
Monidło jako sztuka szczęścia. Wstydliwa przyjemność. Wspomnienie z dzieciństwa. A dziś 1 listopada w kontraście do święta.
Będąc pod silnym urokiem wszelkiego rodzaju kolorowanych Jezusków, Bozi, oraz ślubnych par wiszących w domach moich babć postanowiłem sprokurować własne monidełka.
Słodkie, w złym guście a jednak wywołują uśmiech na twarzy. Jeśli sobie ktoś życzy takie, niech da znać.
Będąc pod silnym urokiem wszelkiego rodzaju kolorowanych Jezusków, Bozi, oraz ślubnych par wiszących w domach moich babć postanowiłem sprokurować własne monidełka.
Słodkie, w złym guście a jednak wywołują uśmiech na twarzy. Jeśli sobie ktoś życzy takie, niech da znać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









